Komu w drogę, temu Bieszczady

Komu w drogę, temu Bieszczady

wpis w: podróże | 0

Jeszcze będzie czas, by odpoczywać.

Tak sobie powtarzam gdy masowo obrabiam wszystkie zdjęcia, a jednym okiem i jedną ręką na drugim ekranie piszę tego posta. Ale multitasking to trudne zadanie, dlatego dopiero teraz pokazuje zdjęcia z majówki. Prawie miesiąc minął, ale mówię Wam, warto było czekać, bo to co przyroda wyczarowała na początku maja to istna poezja, wizualna poezja!

Pogoda zapowiadała się taka o, ot dużo chmur i dużo deszczu. Tego drugiego to tak na prawdę nie było za wiele, ale nie ma też i po co padać. Zostawmy to na sezon grzybowy :) No a co do chmur, cóż, przez całe podejście na Caryńską towarzyszyła nam ta wilgotna, biała kreatura zwana mgłą. A podchodziliśmy długo, bo jak to prawdziwi fotograferzy musieliśmy co chwilę przystawać i szukać w tej mgle jakichś kadrów.
W pewnym momencie jedna wadliwa, dziurawa chmura puściła trochę światła na odległe górki. No i  tu zaczął się szał. Dźwięk migawki nie ustawał, cała grupa zwietrzyła tą piękną okazję. Trzy minuty i było po wszystkim. Potem znowu długo, długo mgły, i myśl, że już nic nas nie zaskoczy. W końcu nastąpiła chwila zwątpienia. Większa część grupy zanudzona mglistym widokiem, postanowiła zawrócić. Jednak pięciu śmiałków postanowiło jeszcze trochę zostać i zjeść zapasy bananów, które są bardzo zdrowe i kaloryczne. Jeszcze nie zdążyliśmy ich (bananów) zjeść do końca, a słońce nieśmiało przebiło się przez chmury, oblewając nas światłem. I tu zaczął się pokaz, który ciężko opisać słowami. Mogę dodać jedynie tyle, że nigdy tak jak wtedy nie chciałam zachować sobie widoków na później. Ale wszystko co dobre kończy się, niedługo potem słońce schowało się za horyzont i mgła znów osnuła górę. No, nic już nas dzisiaj nie zaskoczy! Za to my, nieźle zaskoczyliśmy liska, który jak gdyby nigdy nic wmaszerował na szlak. Na chwilę przystanął, popatrzył zdziwiony i obszedł małym łukiem, gnając dalej na zachód.

Zapraszam do oglądania! :)

Zostaw Komentarz